Beskid Żywiecki – Hala Boracza – Hala Lipowska – Hala Rysianka

 

Ciemny listopadowy poranek. Za oknem czarno, oczy ledwo się otwierają, ale przemagamy się bo wiemy, że już wieczorem nakręciliśmy się na wyjazd w góry! Pogoda nie zapowiada się dobrze. Ma być zimno, wietrznie, bez słońca ale…raczej nie ma padać. To nam wystarcza! Jedziemy! Są takie wyjazdy, które na początku nie zapowiadają się dobrze, które powodują frustrację i gniew na to, że w ogóle ruszyliśmy się z domu. I wiecie co? Zazwyczaj takie wyjazdy są najwspanialsze.

Hala Boracza

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy czarnym szlakiem z Żabnicy Skałki. Po niecałej godzinie doszliśmy do Hali Boraczej. Przez cały godzinny spacer nie spotkaliśmy nikogo. Szlak pusty, ludzi brak, tylko my, świszczący głośno wiatr i pojedyncze ptaki przelatujące gdzieś między drzewami. Postanowiliśmy wejść do schroniska aby trochę się ogrzać, ale i tam zastały nas pustki. W rogu sali siedziało jedynie kilku myśliwych i policjant. Wypiliśmy parę łyków herbaty i właściwie nie wiedzieliśmy co dalej robić. Było zimno i mokro, chmury zaczęły się coraz bardziej kłębić, a dalsza droga nie wydawała się niczym mądrym.

 

hala boracza

hala boracza schronisko

hala boracza jesienią

W stronę Hali Lipowskiej i Rysianki

„Przejdziemy się kawałek dalej. Damy sobie 15 minut i zobaczymy co się dzieje z pogodą. Najwyżej wrócimy”. Tak też zrobiliśmy. Ruszyliśmy w stronę Hali Lipowskiej obserwując pojawiające się nad nami chmury. W pewnym momencie zaczęło robić się coraz mroczniej. Chmur coraz więcej, pod nogami błoto i powalone drzewa, na szlaku nadal zero żywej duszy, a przed nami mgła. Magiczna mgła. Nie wiem z czego to wynika, ale uwielbiamy mgłę! Ma w sobie coś strasznego, ale i przyciągającego. Ma w sobie mrok, ale i fascynującą ciszę.  Decyzja zapadła. Idziemy dalej! Schronisko nie jest przecież aż  tak daleko, a może w końcu spotkamy kogoś po drodze.

 

błoto na szlaku

beskidy we mgle

szlak na halę lipowską

Rysianka

Spotkaliśmy jedną parę turystów. Poza tym w schronisku na Hali Lipowskiej powitały nas dwa psy, a kawałek wcześniej… niedzwiedź! Nie. Nie żartujemy. Podobno misie lubią te okolice, a w tak niezachęcający turystycznie dzień miały w końcu spokój i możliwość odpoczynku od tłumów ludzi. Szliśmy szlakiem wiedząc, że zbliżamy się do schroniska. Pod nogami pojawiły nam się resztki śniegu, a w krzakach coś zaczęło szeleścić.  Czarna futrzasta kula przebiegła spokojnie w oddali, my mniej spokojnie przyspieszyliśmy w kierunku schroniska.

Schronisko Rysianka jest jednym z naszych ulubionych. Drewno, stare zdjęcia, książki na parapecie i rudy kot witający się z gośćmi. Odpoczęliśmy chwilę, naładowaliśmy się czekoladą i powoli ruszyliśmy w drogę powrotną.

hala rysianka schronisko

schronisko na rysiance wewnątrz

hala rysianka jesień

hala rysianka zdjęcia ślubne

sesja narzeczeńska beskidy

sesja ślubna w górach beskidy

W trakcie całego dnia spotkaliśmy dosłownie kilka osób, poza tym 2 psy, kota, masę ptaków i… misia. Taki dzień na odludziu, z wiatrem, błotem i ciszą naładował nas bardziej niż cokolwiek innego. Z resztą… mówiłam już, że właśnie takie wędrówki są najlepsze : )

 

 

Beskid ŻywieckiBeskidyBlog
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *